Gdy pomyślę o tym ile kiedyś czasu zajmowało mi przejmowanie się tym, że coś mi nie wychodzi, to kręcę z niedowierzaniem głową. Na lekcjach podnosiłam rękę tylko, gdy byłam pewna odpowiedzi, a zapytana znienacka czułam się jakbym grała w rosyjską ruletkę – czy zaraz zginę ze wstydu i okaże się, że jestem głupia? Wierzyłam, że inteligentni ludzie wiedzą wszystko i rzeczy od razu im się udają. Należałam z resztą do tej grupy jako “zdolna” i “utalentowana”, a tak naprawdę w środku wiedziałam, że przecież wiem i umiem niewiele. Z tego powodu towarzyszył mi wieczny strach przed zdemaskowaniem. Bałam się, że “się dowiedzą” i “zobaczą” i “POMYŚLĄ” – a co? Nie miałam pojęcia, ale było to tak straszne, że ciężko było mi wchodzić w szczegóły.

 

Jeżeli zdarza Wam się poczuć podobnie i czasem wstydzicie się, że czegoś nie umiecie, albo boicie się choćby spróbować, bo wierzycie, że na pewno Wam nie wyjdzie, to mam dla Was książkę, która uzdrawia i sprawia, że żyje się lżej. Pomaga zrozumieć jak przyplątały się do nas takie myśli oraz jak zmienić swoje nastawienie. Pokazuje, że wyzwania i niepowodzenia są potrzebne, a do tego zwyczajnie fajne!

Mówię o “Mindset. The New Psychology of Success” profesor Carol Dweck – książce, którą ktoś nieco skrzywdził w Polsce tłumacząc jej tytuł jedynie jako “Nową psychologię sukcesu”. Lepiej dlatego nie skupiać się zbyt długo na okładce, tylko błyskawicznie ją otworzyć i zacząć czytać. 

 

Jakie jest clou? Czyli dlaczego nie potrafię malować?

Wiele osób ma na to prostą odpowiedź – “Nie umiesz bo nie masz talentu do malowania.” Ja Ci powiem coś innego – nie umiesz, bo nie malujesz. Nie trenujesz rysunku, a do tego pewnie nikt Ci nawet porządnie nie pokazał jak się za to zabrać. Jak wspominasz swoje lekcje plastyki? Ja pamiętam, że dostawaliśmy zadanie “namaluj łąkę wiosną”, “a teraz wazon”. Nikt nie uczył nas patrzeć, tak jak widzą artyści. Nie trenowaliśmy cieni, ani perspektywy, nikt nic nie tłumaczył. Gdyby ktoś na lekcji matematyki kazał Wam rozwiązywać równania z niewiadomą nie wyjaśniając wcześniej co to mnożenie i dzielenie popukalibyście się w czoło twierdząc, że nauczyciela lekko mówiąc pogięło. 

Ten krótki przykład mniej więcej podsumowuje o czym mówi Carol Dweck. Ludzie w konkretnych przypadkach (lub w ogóle) reprezentują jeden z dwóch rodzajów mindsetu growth mindset, czyli nastawienie na rozwój lub fixed mindset, czyli nastawienie na trwałość.

 

“Nastawienie na rozwój opiera się na przekonaniu, że podstawowe cechy można rozwijać przez pracę. Chociaż ludzie różnią się na wiele sposobów – pod względem talentu i zdolności, zainteresowań czy temperamentu – każdy z nas może się zmieniać się i doskonalić, jeśli tylko odpowiednio się przyłoży.”

Mówiąc jeszcze prościej – można nauczyć się wszystkiego, potrzebujemy jedynie odpowiednich narzędzi, motywacji i nie zrażania się w obliczu trudności czy popełnianych błędów. Rozwijamy się najbardziej intensywnie, gdy jest nam trudno, dlatego niepowodzenia są naturalnym krokiem w rozwoju i nauce. Gdy jesteśmy nastawieni na rozwój otrzepujemy się po każdym potknięciu, szukamy nowych strategii i analizujemy błędy, dzięki czemu zyskujemy potrzebne nam doświadczenie i dowiadujemy się jak postąpić następnym razem – albo chociaż mamy pomysł, czy mgliste pojęcie o tym co można zmienić, lub wytrenować.

 

Przekonanie, że nasze cechy są ustalone raz na zawsze – nastawienie na trwałość – zmusza cię do tego, aby raz po raz udowadniać swoją wartość. Jeśli każdy ma od urodzenia określony iloraz inteligencji, określoną osobowość i określony charakter moralny, to lepiej, żebyś jak najszybciej udowodnił, że posiadasz odpowiednie cechy w odpowiednim stopniu.

Mając nastawienie na trwałość poświęcamy ogromną część uwagi na to jak wypadamy w oczach innych, zamiast cieszyć się nowymi doświadczeniami i okazją do zdobywania wiedzy. Boimy się kim się staniemy, gdy popełnimy błąd. 

“Jak można skupić się na nauce i czerpać z niej przyjemność, kiedy podczas każdego sprawdzianu, każdej odpowiedzi przy tablicy rzucasz na szalę całą swoją osobowość?

 

Dlaczego tylko niektórzy podchodzą do nauki z entuzjazmem? 

Jak to się dzieje, że tuptający wesoło dwulatek pytający co chwilę “a dlaczego?” i pierwszoklasista podekscytowany nauką alfabetu zamienia się w dorosłego, którego “to nie obchodzi”, “nie chce mu się” i “na pewno nie da rady”, lub przeciwnie w dorosłego, który regularnie zabiera się za naukę nowych rzeczy i dalej lubi zapytać: “a dlaczego” ?

Wynika to przede wszystkim ze środowiska, w którym się wychowujemy, ze słów, które regularnie słyszymy, z zachowań, które obserwujemy i z ocen, którymi obficie obdarza nas szkoła. Kształtowanie nastawienia odbywa się bardzo wcześnie, spójrzcie:

Badałam tysiące ludzi (…) Daliśmy czterolatkom wybór: mogą ponownie rozwiązać łatwą łamigłówkę lub spróbować swoich sił z trudniejszą. Nawet w tak młodym wieku dzieci mające nastawienie na trwałość – te, które wierzyły w niezmienność ludzkich cech – wybierały bezpieczniejszą opcję. “Kto się urodził mądry, nie popełnia błędów”, mówiły nam.

Dla dzieci o nastawieniu na rozwój – tych, które wierzyły, że możemy być coraz mądrzejsi – była to niezrozumiała decyzja. “Dlaczego pani mi to proponuje? Kto by chciał ciągle rozwiązywać te same łamigłówki?” I za każdym razem wybierały trudniejsze zadanie. „Ale będzie frajda, kiedy się z tym uporam!”, zawołała pewna dziewczynka.

Jeżeli dobrze się zastanowicie to na pewno przypomni Wam się wiele sytuacji z życia codziennego, które idealnie reprezentują te dwa nastawienia. Na przykład podczas lekcji dziecko nastawione na trwałość powie “To jest głupie. Nie będę tego robić” próbując ośmieszyć wymyśloną aktywność, przy której reszta dzieci uwija się jak mróweczki. Albo klient w sklepie, który na pytanie sprzedawcy, “Czy wie na czym polega różnica pomiędzy tymi systemami operacyjnymi” czując wstyd w środku odpowie “Tak, tak” zezując lekko w lewo, a z kolei drugi bez chwili zawahania powie: “Nie, czy może mi Pan wytłumaczyć?”. 

 

Etykietowanie i kultura doceniania braku błędów. 

Jeżeli mieliście szczęście od zawsze być growth mindset to cieszy mnie to ogromnie, bo życie w ten sposób jest zdecydowanie łatwiejsze, ciekawsze i przyjemniejsze. Jednocześnie zastanawia mnie JAK TO ZROBILIŚCIE? Podejrzewam, że może mieliście rodziców, którzy po pracy z przyjemnością uczyli się nowego języka, albo gry na instrumencie i co rusz wynajdowali aktywności, które ich rozwijały? A może mieliście nauczycieli w szkole, którzy zamiast mówić: “Jesteś niegrzeczny”, mówili: “Spróbuj skupić się na rozwiązaniu zadania. Może Ci w czymś pomogę?”. Nawet z takim mądrym wsparciem ciężko być w pełni kuloodpownym, gdy zewsząd jesteśmy bombardowani takimi komunikatami:

  • Jesteś urodzonym sportowcem, za to twój brat to pianista!
  • Jesteś niegrzeczny i pyskaty!
  • Z dzisiejszej kartkówki też trója.
  • Leniwy, ale inteligentny.
  • Piękny wynik! Masz typowy ścisły umysł.
  • Dlaczego masz tylko czwórkę z fizyki?
  • Jesteś strasznie roztrzepana. 
  • Byłaś grzeczna?
  • Szóstka? Brawo! Jesteś taka zdolna!

Będąc cały czas ocenianym i dostając etykietki zaczynamy wierzyć, że jeden wynik, czy jedno zachowanie wpływa trwale na to kim jesteśmy. Dzieci gdy słyszą, że są roztrzepane, leniwe, grzeczne, czy niegrzeczne powoli wchłaniają te słowa i opisują tak same siebie. “Urodzeni sportowcy” czują, że muszą być zawsze perfekcyjni w swojej dziedzinie, czują ogromną presję i wstyd, gdy coś im od razu nie wychodzi. Tego typu pochwały często blokują rozwój – żeby zrobić coś naprawdę trudnego musi nam nie wyjść wiele razy, a “urodzone talenty” czują, że jednak im powinno wyjść za pierwszym podejściem. “Ścisłe umysły” często nie eksplorują innych dziedzin nauki, czy hobby, tylko podążają ścieżką wyznaczoną dla ludzi z tego samego pudełka, a kto powiedział, że dobry matematyk nie może pisać wierszy i rzucać oszczepem? 

Z takich dzieci wyrastają dorośli, którzy mówią:

  • “Jestem cholerykiem”, gdy nie potrafią zapanować nad własną agresją i krzyczą na innych,
  • “Jestem perfekcjonistą”, gdy przeraża ich ocena innych i robią wszystko by nie usłyszeć choćby najmniejszego słowa krytyki,
  • “Jestem na to za stary”, gdy nie chcą spróbować nauczyć się robić czegoś w nowy i efektywniejszy sposób, bo boją się, że sobie nie poradzą i narażą się na śmieszność,
  • “Nigdy nie miałam talentu do języków. Teraz też się nie nauczę”, gdy na pomysł swojego dziecka, żeby też pouczył się angielskiego przed wakacjami bez chwili namysłu odmawia.

 

Czyli już na zawsze będę nastawiony na trwałość, bo mama mówiła “Jesteś humanistą”?

Oczywiście, że nie! Nastawienie można zmienić. Nie dzieje się to z dnia na dzień. Od lat stosuję growth mindset w pracy i życiu osobistym, a i tak czasem mając gorszy dzień wpadam w stare nawyki. Na szczęście dosyć szybko sama to zauważam i stawiam się do pionu. Skoro rozwijać można wszystko, to nastawienie również, prawda? 😉

 

Dlaczego warto być growth mindset?

Nastawienie na trwałość karmi niskie poczucie wartości. Jest jak pasożyt, który wyżera starania, ciekawość i odwagę. Do tego uzależnia od opinii innych, przez co nie potrafi się przyjmować krytyki tak by rozwijała i była inspirująca. 

Zmiana nastawienia na growth mindset to zadbanie o swoje samopoczucie, zdrowie fizyczne i mentalne, a także o innych, do których codziennie kierujemy mnóstwo komunikatów. Takie nastawienie pozwala nam uczyć się wszystkiego, tak jak kiedyś gdy stawialiśmy pierwsze kroki – przewracamy się, przewracamy, aż w końcu biegniemy. Po drodze do celu czasem zdarzy nam się zapłakać gdy pieprzniemy głową w kant stołu, ale nie jest to zupełnie istotne w obliczu tego, co udaje nam się osiągnąć. Będąc fixed mindset być może nie przeżyjecie zderzenia ze stołem (trudno to zrobić, gdy stoi się w miejscu), ale nie rozwiniecie też swojego prawdziwego potencjału.

Polecam książkę Carol Dweck. Znajdziecie tam mnóstwo ciekawych badań i przykładów z dziedziny sportu, biznesu, czy związków, dzięki którym nauczycie się dobrze rozróżniać oba nastawienia, a w efekcie dowiecie się jak żyć i uczyć się z większą radością. 

 

Miłej lektury!